| NAWIGACJA |
| O MNIE |
| UE |
| KONTAKT |
| ARCHIWUM |
| |
|
Lidia Geringer de Oedenberg dla TVP - o polskiej prezydencji
 |
Jeszcze przez kilka dni Belgia, potem Węgrzy, a za pół roku - my. 1 lipca 2011 roku Polska obejmie prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. Co to oznacza?
Zasadę rotacji przewodnictwa przyjęto, kiedy obecna Unia Europejska była Europejską Wspólnotą Gospodarczą i skupiała sześć państw: Niemcy, Francję, Włochy oraz Belgię, Holandię i Luksemburg. Któreś z nich musiało reprezentować wspólne stanowisko na arenie międzynarodowej i odpowiadać za przygotowanie i organizację posiedzeń krajów członkowskich. Okres prezydencji ustalono wówczas na pół roku. I to obowiązuje do dziś, choć UE liczy dzisiaj 27 państw członkowskich, pole wspólnych działań mocno się poszerzyło, a instytucje unijne bardzo się rozrosły. Najstarsze kraje członkowskie Unii mają już za sobą po kilkanaście okresów prezydencji, Polska dopiero zaczyna.
Żmudnie do kompromisu
Rada Unii Europejskiej, w której w lipcu 2011 roku obejmiemy przewodnictwo, wspólnie z Komisją Europejską oraz Parlamentem Europejskim stanowi "wielką trójkę" graczy w procesie decyzyjnym UE. Rada reprezentuje wszystkie państwa członkowskie, w jej posiedzeniach zawsze uczestniczy jeden minister z każdego kraju - w zależności od podejmowanej tematyki. Decyzje podejmowane przez Radę są z reguły wynikiem kompromisu, ale ten kompromis trzeba wypracować w drodze żmudnych negocjacji. To właśnie zadanie prezydencji.
Ważnym zadaniem prezydencji jest reprezentowanie Rady wobec innych instytucji UE, zwłaszcza wobec Komisji Europejskiej oraz Parlamentu. To wymaga przede wszystkim biegłości proceduralnej i merytorycznej, a więc dobrze przygotowanych urzędników.
Od wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego zmalało znaczenie prezydencji w stosunkach z państwami nie należącymi do Unii Europejskiej. Teraz jest to rola unijnego "prezydenta", czyli stałego przewodniczącego Rady Europejskiej oraz "ministra", czyli wysokiego przedstawiciela ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa.
Polski pakiet
Każdy kraj sprawujący prezydencję, oprócz spraw bieżących, wybiera pewne dziedziny, tematy, na które zamierza w trakcie swojego przewodnictwa położyć szczególny nacisk lub ostatecznie je załatwić. Jak poinformował ostatnio Mikołaj Dowgielewicz, wiceminister spraw zagranicznych, dla Polski takimi priorytetowymi sprawami będą wzmocnienie polityki obrony i bezpieczeństwa, rozwój Partnerstwa Wschodniego oraz bezpieczeństwo energetyczne. Oficjalny program polskiej prezydencji przedstawiony zostanie w połowie czerwca 2011 roku.
Wiceszef MSZ podkreślił, że kontekst polskiej prezydencji będzie zależał także od tego, czy UE przezwycięży już kryzys i będzie mogła skupić się na rozwoju, a nie na pakietach ratunkowych. - Mamy nadzieję, że 2011 rok to będzie rok powrotu do wzrostu gospodarczego w całej UE - powiedział Dowgielewicz. Ocenił, że jeśli tak się stanie, będą warunki polityczne, gospodarcze i społeczne do dyskusji o wzmocnieniu rynku wewnętrznego, czyli usunięciu barier utrudniających handel i świadczenie usług.
Podczas polskiego przewodnictwa rozpoczną się też negocjacje w sprawie ram finansowych Unii na lata 2014-2020.
Lider i skrzydło
Czy Polska jest dobrze przygotowana do sprawowania prezydencji? Rząd twierdzi, że tak, opozycja jest przeciwnego zdania, a wszystko i tak "wyjdzie w praniu", czyli w drugiej połowie 2011 roku. W każdym razie nie będziemy sami, bo Traktat Lizboński wprowadził zasadę "tria". Trzy państwa tworzą grupę, która przez półtora roku kolektywnie, w pewnym sensie, przewodzi pozostałym członkom Unii. Jedno z tria sprawuje prezydencję, a pozostałe je wspierają. W naszej grupie za pół roku skrzydłowymi będą Dania i Cypr, a Polska jako pierwsza będzie liderem "eskadry". Potem my przejdziemy na skrzydło, a prowadzić szyk będzie Dania, po niej Cypr...
Czy jeśli chodzi prezydencję Polski w Radzie Unii Europejskiej to przeważają kwestie obowiązków czy prestiżu? - spytaliśmy europosłankę Lidię Geringer de Oedenberg, kwestora Parlamentu Europejskiego.
- Przeważa, oczywiście, prestiż. Jest to ogromne wyzwanie dla naszego kraju. Będziemy czwartym państwem spośród nowych członków Unii, które obejmie prezydencję. Pierwsza była Słowenia, która spisała się bardzo dobrze. W trakcie prezydencji czeskiej dochodziło do licznych skandali i nasi południowi sąsiedzi uzyskali bardzo słabe oceny, szczególnie na tle bardzo sprawnego przewodnictwa Francji.
Obecnie obowiązki przejmują Węgry, które są bardzo dobrze przygotowane. Teraz będziemy mieli cały rok z Unią "w rękach" debiutantów. Bardzo dobrze współpracujemy, zarówno z poprzedzającymi nas Węgrami, jak i Duńczykami, którzy obejmą prezydencję po Polsce.
Jestem optymistką. Mamy szansę pokazać się jako silny, unijny kraj, który nie skupia się na własnych partykularnych interesach. Atmosfera wokół polskiej prezydencji jest bardzo dobra i wierzę, że to wykorzystamy i staniemy na wysokości zadania.
źródło: TVP |
|