Lidia Geringer de Oedenberg

Poseł do Parlamentu Europejskiego

  english version english version
 

 

Moje artykuły...

Lidia Geringer de Oedenberg

Europejskie marzenia a rzeczywistość EIT


Pomysł dotyczący ustanowienia Europejskiego Instytutu Technologii (EIT) został po raz pierwszy wysunięty przez Komisję Europejską wiosną 2005 r. w sprawozdaniu dotyczącym śródokresowego przeglądu strategii lizbońskiej. Stwierdzono, że po pięciu latach mówienia o ściganiu się ze Stanami Zjednoczonymi oraz budowie europejskiej gospodarki opartej na wiedzy i nowych technologiach nadszedł czas na działania. Szef Komisji Europejskiej José Manuel Durao Barroso rzucił pomysł utworzenia Europejskiego Instytutu Technologii jako nowej jednostki naukowej, grupującej najlepszych europejskich, może i światowych naukowców, utworzonej na wzór Massachusetts Institute of Technology (MIT). Amerykanie mają od 1861 r. swój pełen noblistów MIT, będziemy i my mieli swój EIT, co więcej będziemy z nimi konkurować!
Biorąc pod uwagę charakter i skalę wyzwań związanych z innowacyjnością, zauważono, że działania na szczeblu europejskim mogą przynieść dodatkowe korzyści, których państwa członkowskie nie mogłyby osiągnąć poprzez samodzielne działania. Instytut skupiwszy się na programach dydaktycznych i badawczych, opartych na rzeczywistych potrzebach gospodarki, mógłby zintensyfikować działania na rzecz komercjalizacji wyników badań, co w dłuższej perspektywie prowadziłby do zwiększenia konkurencyjności europejskiej gospodarki na rynkach światowych.
Opierając się na przeprowadzonych na szeroką skalę konsultacjach, 22 lutego 2006 r. Komisja Europejska wydała pierwszy komunikat w sprawie EIT, przedstawiając plany i możliwy zakres jego działania. Pomysł Komisji w marcu 2006 r. poparła Rada Europejska, uznając, że EIT stanowiłby ważny krok w kierunku wypełnienia istniejącej luki pomiędzy szkolnictwem wyższym, badaniami naukowymi oraz innowacjami. Prace ruszyły pełną parą i tak 8 czerwca 2006 r. ukazał się drugi komunikat dotyczący EIT, 18 października 2006 r. gotowa była propozycja rozporządzenia ustanawiającego Europejski Instytut Technologii.
Dokument trafił do Parlamentu Europejskiego, sprawozdawcą w Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii został Reino Paasilinna, Fin - z dużą rezerwą podchodzacy do pomysłu, mnie zaś (entuzjastce idei) przypadło opracowanie początkowo opinii Komisji Budżetowej, a następnie Komisji Prawnej w sprawie wniosku dotyczącego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady ustanawiającego Europejski Instytut Technologii (COM(2006)0604 - C6-0355/2006 - 2006/0197(COD)).
Parlament nie od razu był przekonany, co do słuszności powoływania EIT, tym bardziej, że pomysł nowej uczelni zupełnie nie przypadł do gustu środowiskom naukowym "bogatszej w osiągnięcia" części Europy (zrzeszonym np. w Stowarzyszeniu Europejskich Uniwersytetów - EUA), które pierwotny projekt już na etapie konsultacji storpedowały, widząc w nim konkurencję zarówno do unijnych pieniędzy jak i zagrożenie spowodowane odpływem do EIT najlepszej własnej kadry naukowej. Argumentowano, że Unia Europejska ma już wspólne centrum badawcze, ma wspólną Radę Badań, do tego ma Programy ramowe w dziedzinie badań i rozwoju technologicznego (obecnie 7 PR na lata 2007-2013), ma program na rzecz konkurencyjności i innowacji. Wystarczy. Po co zatem powoływać kolejny twór, który i tak nie stanie się instytucją oświatową, bowiem zgodnie z art. 49 Traktatu WE = edukacja leży w kompetencjach państw członkowskich.
Sprzeciw większości obalił pierwotną ideę. Tylko determinacja Komisarza Barosso, który traktuje EIT jak "własne dziecko" spowodowała, że projektu całkowicie nie odrzucono. Nie będzie zatem jednego silnego ośrodka naukowego jak osławiony MIT, z noblistami pracującymi pod jednym dachem dla rozwoju Europy.
EIT nie będzie uczelnią, nie będzie nadawać stopni naukowych, nie będzie finansowany w całości przez Unię. Będzie siecią współpracujących ze sobą wspólnot wiedzy i innowacji (WWI), złożonych z istniejących już ośrodków akademickich, badawczych oraz przedsiębiorstw pracujących nad wspólnymi projektami. 21-osobowa Rada zarządzająca pokieruje na razie dwiema WWI, które same będą startować w konkursach o unijne pieniądze. Zmianie ulega nawet proponowana wcześniej nazwa, ostatecznie sieć będzie istnieć jako Europejski Instytut Innowacji i Technologii.

Powodem tak znacznych zmian w stosunku do pierwotnego pomysłu był także brak zagwarantowanych unijnych pieniędzy na ten cel. Komisarz Barosso wymyślił Instytut za późno! Gdyby idea pojawiła się przed zatwierdzeniem perspektywy finansowej na lata 2007-2013, wtedy projekt miałby odpowiednią linię budżetową i zagwarantowane pieniądze na siedem lat. Stało się jednak inaczej.

Ponieważ istniało ryzyko, że Instytut zostanie powołany jako zaledwie kilkuletni projekt pilotażowy, moim priorytetem jako sprawozdawcy komisji opiniodawczej z ramienia Komisji Prawnej było zapewnienie właściwej podstawy prawnej i w konsekwencji umożliwienie stałego finansowania Instytutu. W tym kontekście przyznanie Instytutowi formy i struktury tzw. agencji zdecentralizowanej w oparciu o pkt 47 porozumienia międzyinstytucjonalnego z dnia 17 maja 2006 r. między Parlamentem Europejskim, Radą i Komisją w sprawie dyscypliny budżetowej i należytego zarządzania finansami, było sprawą kluczową, podobnie jak podwyższenie marginesu (w dziale 1A ) w budżecie na lata 2007-2013, gwarantujące Instytutowi 309 milionów euro do 2013r. Pierwsze 3 mln euro na Instytut są już w budżecie na 2008 r.

Ustalenie silnych podstaw prawnych i finansowych gwarantujących sprawne administracyjne i operacyjne funkcjonowanie Instytutu było niezbędne także do budowania jego przyszłych długoterminowych partnerstw z jednostkami badawczymi oraz przedsiębiorstwami prywatnymi . Dodatkowo Instytut musiał mieć zagwarantowaną zdolność do gromadzenia funduszy własnych, zarówno ze źródeł zewnętrznych, jak i z dochodów z własnej działalności, łącznie z zarządzaniem prawami własności intelektualnej, co w przyszłości może stanowić jeden z głównych strumieni finansowych. Uwzględniając ciągły niedobór funduszy na badania naukowe i rozwój w UE, należało zapewnić także, aby nowoutworzony EIT posiadał zapewnione w określonych granicach wspólnotowe finansowanie, które nie odbywałoby się kosztem innych aktualnie prowadzonych działań wspólnotowych w dziedzinie badań i innowacji.
Zrobiono pierwszy krok, ale całkowity budżet projektu na pierwszych sześć lat szacuje się na 2,4 mld euro, gwarancje są na razie zaledwie na 309 mln euro, skąd mają się wziąć brakujące ponad dwa miliardy? Na razie stwierdzono, że "zostaną pozyskane dzięki przeglądowi perspektywy finansowej i wykorzystaniu instrumentu elastyczności", co oznacza, że jeśli kraje nie będą dobrze wykorzystywać przyznanych im funduszy, to co im "przepadnie" posłuży do sfinansowania EIT. Budżet Unii nigdy nie jest wykorzystywany w 100%, potrafi zostać i 10 mld euro z niewykorzystanych środków, głównie z funduszy strukturalnych.

Zabezpieczono częściowo unijne pieniądze i jest wola zrealizowania nareszcie konkretnego projektu, który wykazałby, że strategia lizbońska nie jest tylko pustym zapisem. Zanosi się jeszcze na dodatkowe negocjacje dotyczące możliwości wydatkowania na Instytut środków strukturalnych przeznaczonych na badania przez państwa członkowskie z puli już im przyznanej wcześniej na rozwój regionalny. Zgodnie z obecnymi zasadami jest to niemożliwe.
EIT jest niewątpliwie jednym z priorytetów obecnej prezydencji słoweńskiej. W najbliższym półroczu mają zapaść kluczowe decyzje dotyczące umiejscowienia Rady Zarządzającej i dwóch, może trzech WWI biorący udział w projekcie. Mimo, że EIT nie będzie ośrodkiem akademickim, to jednak proponowana nowa struktura ma szansę stać się doskonałym stymulatorem innowacyjności w całej Unii, nic więc dziwnego, że kandydatów, którzy oficjalnie zabiegają o EIT jest aż siedmiu: Budapeszt, Wiedeń, Wrocław, Aachen, Monachium, Norymberga, Sant Cugat-Barcelona.
Wśród kryteriów wyboru dla WWI wymienia się "położenie w pobliżu istniejących wybitnych ośrodków europejskich o wysokiej reputacji akademickiej, tak aby jak najlepiej wykorzystać istniejącą już strukturę". Komisja Europejska podkreślała też wielokrotnie, że brane pod uwagę ośrodki badawcze będą oceniane z uwzględnieniem tzw. zasady doskonałości, w której m.in. bierze się pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia naukowo-badawcze, liczbę laureatów prestiżowych nagród i wyróżnień (np. noblistów pochodzących z tamtejszych uczelni).
Decyzja dotycząca siedziby Rady Zarządzającej będzie natomiast decyzją stricte polityczną. Każdy kraj członkowski zabiega, aby mieć u siebie siedzibę instytucji lub agendy europejskiej. Nie wszystkim nowym członkom Unii już się to udało, Polska otrzymała FRONTEX, co może - choć nie musi być "techniczną" przeszkodą, ponieważ Instytut jest traktowany jako kolejna agencja.
Mówi się, że z pewnością jedna ze struktur EIT powinna się znaleźć w nowym kraju członkowskim, co jest ważne szczególnie dla środowiska naukowego tej części Europy, w którym tkwi ogromny, niewykorzystany dotąd potencjał. Poza nami wykorzystują ten argument także Słowacy, Czesi i Węgrzy. Kto będzie bardziej przekonujący, kto chętniej pomoże w poszukiwaniach brakujących na EIT funduszy i np. dołoży "własne pieniądze europejskie" do wspólnej inicjatywy? Decyzję podejmie Rada Europejska.

Walka o EIT nie jest ani trochę "konkursem piękności" jak to miało miejsce przy EXPO. To gra dyplomatyczna, gdzie coś trzeba oddać, by coś ugrać. Przed podpisaniem Traktatu Lizbońskiego mogliśmy być może więcej zyskać rzucając na szalę liczbę posłów w Parlamencie Europejskim przyszłej kadencji, a tak "bez walki" oddaliśmy aż trzy miejsca! Szanse utrzymania status quo były małe, ale może warto było "oddać" 3 posłów za Instytut.

Dotychczasowe polskie zabiegi nie były na tyle przekonujące, by zostać zauważone i poważnie potraktowane przez innych, a teraz toczą się najważniejsze rozmowy. Tymczasem premier Donald Tusk potrzebował aż 100 dni na powołanie specjalnego zespołu, który ma zabiegać o EIT. Lepiej późno niż wcale. Tylko skoordynowane i wielopłaszczyznowe działania polskiego rządu pomogą przekonać pozostałe kraje do poparcia naszych starań, a szanse będziemy mieli tym większe im zdolniejszych wystawimy negocjatorów i dyplomatów. Po dwóch latach europejskich wpadek i zachowań typu "słoń w składzie porcelany" czas pokazać, że jeszcze ich mamy.


Lidia Geringer de Oedenberg
Poseł do Parlamentu Europejskiego
wiceprzewodnicząca Komisji Prawnej

 
webmaster: Pozycjonowanie strona startowa: www.lgeringer.pl ^