Lidia Geringer de Oedenberg

Poseł do Parlamentu Europejskiego

  english version english version
 

 

Moje artykuły...

Lidia Geringer de Oedenberg

Traktat wciąż żywy

Dla zrozumienia sytuacji, w której doszło do tzw. okresu refleksji nad Traktatem ustanawiającym Konstytucję dla Europy potrzebne jest przytoczenie kilku faktów i zdarzeń ostatnich trzech lat. Mało kto miał w ręku sam dokument, zewsząd za to słychać głosy jego krytyki. Księga z 482 stronami rozpoczyna się od słów Jego Królewska Mość Król Belgów..., tak, aż sześć koronowanych europejskich głów w towarzystwie 19-tu prezydentów z krajów członkowskich i trzech kandydackich sygnowało w Rzymie 29 października 2004 roku Traktat stanowiący przyszłą podstawę prawną dla Unii. Prawie 500 stron to dużo, ale trudno wyobrazić sobie spisanie wszystkich potrzebnych regulacji na kilku kartkach dla wspólnoty zamieszkałej obecnie przez pół miliarda ludzi!
Po uroczystym podpisaniu Traktat poddano procesowi ratyfikacji. W międzyczasie, 12 stycznia 2005 roku Parlament Europejski głosował nad sprawozdaniem w sprawie Konstytucji dla Europy: 500 posłów było "za" (w tym posłowie z Polski wywodzący się z SLD, SDPL, UP, UW, jeden z PO, dwóch z Samoobrony), 137 bylo "przeciw" (w tym posłowie z PIS, LPR i PSL), 40 - wstrzymało się od głosu (w tym posłowie z PO i Samoobrony).
Kraje członkowskie przystąpiły do ratyfikacji już wcześniej. Jeden po drugim dziesięć państw zaakceptowało traktat, pierwsze "nie" - francuskie (29.05.2005) i zaraz po nim drugie - holenderskie (1.06.2005) zaskoczyło wszystkich. Sondaże nie były jednoznaczne, liczono jednak na sukces.
W szeroko zakrojoną kampanię we Francji włączył się osobiście prezydent Jacques Chirac. Mimo, że do każdego francuskiego domu wysłano egzemplarz Traktatu, myślę z tekstem zaznajomiła się znikoma cześć społeczeństwa. W debatach telewizyjnych podnoszono głównie kwestie, których Traktat w ogóle nie dotyczył. Przeciwnicy Traktatu straszyli Francuzów utratą suwerenności tłumacząc, że skoro jest "konstytucja" to w efekcie powstanie i "państwo unijne". Sugerowano, że Traktat gwarantuje przyjęcie Turcji do Unii, tymczasem takiego zapisu w ogóle tam nie ma. Tym niemniej Francja od lat borykająca się z problemami wynikającymi z braku skutecznej polityki dotyczącej imigrantów (a w tym momencie mowa już o ich drugim i trzecim pokoleniu, które mimo upływu czasu dalej czuje się we Francji "obco"), przerażona była widmem kolejnych fal przybyszów. Obawę budziło także to, że małe państwa będą decydować o dużych lub, że duże zdominują małe, dla liberałów był to zbyt socjalny tekst, dla socjaldemokratów zbyt liberalny. Odrzucenie przez obywateli Francji i Holandii dokumentu, może na wyrost nazwanego "kostytucją", tłumaczy się dzisiaj jako niechęć zachodnich społeczeństw w stosunku do rozszerzeń UE, i to nie tylko każdego następnego ale i post factum tego z 2004 r.
Z perspektywy czasu uważam, że gdyby poddano referendom w starej 15-ce samo rozszerzenie z 2004 roku, nie bylibyśmy dzisiaj w Unii. Bogatsze społeczeństwa wcale nie rwą się do pomocy tym biedniejszym argumentując, że im też należy pomagać. No cóż, kłopotów nie brakuje na tym świecie nikomu. Eurosceptycy ukazują Unię jako rodzaj organizacji charytatywnej, na którą nikogo nie stać, a fakty potwierdzające obustronne korzyści wynikające z członkowstwa w UE (również dla tych najbogatszych) nie przebijają się do mediów, mimo istniejących dowodów i ewidentnych statystyk. Do świadomości Europejczyków z krajów zachodnich docierają tylko ograniczenia, jakie w ich mniemaniu niesie za sobą ta uciążliwa i kosztowna organizacja.

Tym niemniej do chwili obecnej już 18 państw ratyfikowało Traktat (ostatnio Finlandia, a wraz z akcesją także Bułgaria i Rumunia). Pozostali członkowie zastanawiają się szukając salomonowego wyjścia z patowej sytuacji. Polski rząd myśli, że nie ma nad czym myśleć. Dziwi mnie postrzeganie demokracji w tym przypadku jako respektowanie zdania tylko tych, którzy odrzucili traktat, a co zrobić tymi, którzy go przyjęli, czy ich zdanie się nie liczy? Brak oficjalnego stanowiska rządu w tej sprawie przynosi szkodę wizerunkowi Polski w Europie. Ponadto niejako na własne życzenie wykluczamy się z debaty o fundamentalnym znaczeniu dla przyszłości Europy. W interesie Polski leży szybkie wzmocnienie współpracy i solidarności w Unii. Jedno jest pewne - Traktat ani przez chwilę nie był martwy jak tego chcieli przeciwnicy integracji. Mylili się koalicjanci z PIS-u, LPR i Samoobrony, a także Platforma Obywatelska głosząc jego śmierć.

Przewodniczące Unii, od stycznia 2007, Niemcy za główny cel ogłosiły zakończenie okresu refleksji nad konstytucją i przygotowanie konkretnej propozycji wyjścia z impasu. Gotowej recepty jeszcze nie ma, ale o ingrediencjach już się mówi.
Proponuje się, by traktat już nie był "konstytucją", ponieważ faktycznie nie przypomina on typowej konstytucji. Protokoły i deklaracje zajmujące ponad połowę objętości dokumentu, których szczegółowość jest niezbędna w Traktacie, zupełnie nie pasują do formy konstytucji. Przykładowo, co ma wspólnego z konstytucją protokół w sprawie systemu franka stosowanego we Wspólnocie Finansowej Pacyfiku czy deklaracja w sprawie elektrowni jądrowej Ignalina na Litwie albo postanowienia w sprawie nabywania drugich mieszkań na Malcie, nie mówiąc już o obszarach połowów różnych gatunków ryb?
Ponieważ Traktat ustanawiający Konstytucję dla Europy miał zastąpić wszystkie wczesniej już istniejące, został przygotowany jako swoisty "update", razem z zapisami, które w żaden sposób "konstytucyjne" nie są. Potrzeby nowego Traktatu nikt nie neguje. Unia już nie mieści się w starych ramach prawnych ustanowionych 12 państw temu! Konieczne są nowe regulacje prawne, rozwiązania instytucjonalne zwiększające sprawność działania, umacniające demokratyczny mandat instytucji europejskich, w tym zapewniające grupom obywateli i parlamentom narodowym większą niż dotychczas rolę w przygotowywaniu prawa unijnego.

Postulaty daleko idących zmian w Traktacie Konstytucyjnym nie znajdą najprawdopodobniej sojuszników - spowodowałoby to jego wieloletnie opóźnienie, wymagałoby wszczęcia na nowo procedury ratyfikacyjnej przez wszystkie kraje.
Najrozsądniejszym rozwiązaniem wydaje się być zachowanie w obecnym tekście Traktatu części określającej cele Unii, jej kompetencje i organy oraz Karty Praw Podstawowych. To niezbędne minimum zostałoby przedstawione krajom, które się jeszcze wahają, a z czasem także tym, które Traktat odrzuciły.
Dla tych, którzy znają struktury Unii nie budzi żadnych wątpliwości konieczność wydłużenia okresu prezydencji (sześć miesięcy to za mało na przeprowadzenie od początku do końca jakiejkolwiek inicjatywy), posiadanie wspólnego ministra spraw zagranicznych w obszarach ściśle określonych przez państwa członkowskie (np. wspólna polityka energetyczna), czy zmniejszenie liczby komisarzy (dla ostatnich dwóch naprawdę "na siłę" wyłoniono z innych nowe Dyrekcje Generalne) - to są elementy mające usprawnić działanie Unii.
Odpowiedzi na pytanie jak daleko może sięgać Wspólna Europa - nie ma. Jest jednak pewne, że musi nas być stać na kolejne rozszerzenia. Zdolność integracyjna Unii jest podyktowana konkretnymi potrzebami jej członków, ostatnie rozszerzenia przyniosły w sumie same korzyści i choć za wcześnie oceniać gospodarcze efekty wejścia do Unii Bułgarii i Rumunii, to sam dostęp do Morza Czarnego, pod względem strategicznym, dla całej Unii ma kolosalne znaczenie.

Ostatnie sondaże polskiej opinii publicznej świadczą jednoznacznie, że nasze społeczeństwo jest entuzjastycznie wręcz nastawione do Unii Europejskiej. Gdyby zorganizowano referendum, zdecydowana większość byłaby pewnie "za". Kłopot w tym, że tego zdania wydaje się nie podzielać ani polski rząd, ani Sejm. Zresztą wszystko, co wiąże się z Unią jest traktowane z dużą rezerwą, nawet przed zbliżającą się 25 marca rocznicą 50-lecia Traktatu Rzymskiego - uznanego jako moment narodzin Unii, tylko w Polsce nie widzi się żadnych oznak oficjalnych przygotowań.
By wyrobić sobie własną opinię na temat Traktatu zwanego Konstytucją dla Europy warto znaleźć parę godzin i motywację do jego przeczytania. Od niego zależy nasza przyszłość.

 
Kwartalnik
Kwartalnik - Nasz Głos w Europie

Serwis prasowy PE
Serwis prasowy PE

 
webmaster: Pozycjonowanie strona startowa: www.lgeringer.pl ^