|
|
|
Moje artykuły...
Bądźmy mądrzy przed szkodą
Unia Europejska, stan na 2007 rok
1 stycznia 2007 dokonało się już szóste rozszerzenie. W Parlamencie Europejskim zasiada obecnie 785 deputowanych z 27 krajów (w tym 53 z Rumunii i Bułgarii), reprezentujących 177 różnych partii. Używamy 23 oficjalnych języków!
Dwóm kolejnym państwom dano szansę rozwoju, a Unii - dostęp do Morza Czarnego, strategicznie niezwykle ważny!
Efektem ubocznym było powstanie w Parlamencie Europejskim nowej grupy politycznej o korzeniach nacjonalistyczno-neofaszystowskich! Jej powołanie uniemożliwiał do tej pory brak dwudziestu chętnych, do tego reprezentujących przynajmniej 6 krajów. Po ostatnim rozszerzeniu stało się to możliwe. Marzenia przeciwników integracji europejskiej o większej władzy i wpływach politycznych jak Jean-Marie Le Pen, czy Alessandra Mussolini się spełniły. Znamiennym jest, że w momencie ogłaszania powstania budzącej trwogę grupy jedyne oklaski z sali (poza samymi zainteresowanymi) dobiegały z miejsca, w którym zasiadają polscy posłowie z grupy Unia na rzecz Europy Narodów (UEN), wybrani z list: PIS-u, Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin...
Dziwne? Może dla tych, którzy już zapomnieli z jakimi hasłami te ugrupowania szły do unijnego referendum. Pamiętam dobrze, że podczas kampanii wszelka "prounijność" przez obecnie współrządzące partie traktowana była na równi z grabieżą dziedzictwa narodowego czy nawet zdradą Ojczyzny! Podczas kampanii do Parlamentu Europejskiego kandydaci PIS-u, Samoobrony i LPR nie przebierali w słowach krytyki dla Unii Europejskiej jako organizacji zbędnej, czy wręcz szkodliwej, zagrażającej naszej gospodarce i niepodległości! To było w 2004 roku, chyba jeszcze to pamiętamy?
W Parlamencie Europejskim przedstawiciele polskiej koalicji rządzącej zasiadają w ławach eurosceptyków, którzy starają się torpedować wszelkie proeuropejskie projekty. Tak było z projektem Konstytucji Europejskiej, Dyrektywy REACH, Dyrektywy Usługowej czy budżetu obrazującego wydatki w perspektywie najbliższych siedmiu lat. Na szczęście głos eurosceptyków w Parlamencie Europejskim jest słaby i w efekcie nie ma znaczenia, ponieważ zdecydowana większość deputowanych chce dalszej integracji, pogłębionej współpracy ekonomicznej i politycznej. Sceptyczne głosy "przeciw" pochodzące z 30-40 osobowych grupek politycznych de facto nie liczą się. Tym niemniej w Polsce to właśnie eurosceptycy zarządzają unijnymi pieniędzmi. Wydaje się to żartem historii, ale teraz dzielą je ci, którzy polskiemu członkowstwu w Unii najbardziej się sprzeciwiali!
Co się wydarzyło po 2004 r.
Wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej rozpoczął się absolutnie wyjątkowy okres w historii naszego kraju. Po raz pierwszy za sąsiadów mamy samych przyjaciół i po raz pierwszy oferowana jest nam finansowa pomoc, której wysokość przyprawia o zawrót głowy: ponad 97 mld euro do dyspozycji Polski przez okres właśnie rozpoczynającego się siedmiolecia. To niemal roczny budżet całej Unii! Jego struktura jest następująca: ponad 67 mld euro w ramach funduszy strukturalnych i spójności, 13 mld euro na rozwój obszarów wiejskich, 12 mld euro na dopłaty bezpośrednie i 5 mld euro na pozostałe polityki. W dodatku, ta trudna do wyobrażenia suma , to nie żadna pożyczka, którą trzeba spłacać, ale "żywy" publiczny pieniądz wypracowany w innych krajach.
Zanim jednak złożono pod budżetem stosowne podpisy cztery "prezydencje" przez 22 miesiące zawzięcie siedmioletni budżet Unii Europejskiej negocjowały. Nie było łatwo, tym bardziej, że każda kolejna propozycja w stosunku do pierwotnej - złożonej w lipcu 2004 roku przez Komisję Europejską była mniejsza od poprzedniej. Zaczęło się od poziomu 1 022 mld euro (czyli 1.24% PKB każdego z krajów członkowskich), w którego realność nie uwierzył nawet Parlament Europejski, i po raz pierwszy sam obciął budżet do poziomu 974 mld euro (1.18% PKB). Następnego cięcia dokonała prezydencja luksemburska - do 872 mld euro (1.056% PKB), ale i to - kraje członkowskie uznały za sumę wygórowaną dochodząc do propozycji prezydencji brytyjskiej, czyli pamiętnego tzw. "grudniowego sukcesu negocjacyjnego" - w wyniku którego budżet miał opiewać na 862 mld euro (1.045% PKB) - czego na szczęście Parlament Europejski nie przyjął uznając, że amputowanie ponad 100 mld euro z budżetu jest nie do przyjęcia. Tak więc, jak się okazało słynne - YES YES YES - ówczesnego Premiera Marcinkiewicza było nie tylko przedwczesne, ale dodatkowo znacznie skomplikowało dalszą turę negocjacji (trudno, bowiem uzyskać "więcej", jeśli "mniej" już uznało się za sukces). Dopiero 4 kwietnia 2006 r. za prezydencji austriackiej, doszło do finalnego trialogu - kompromisu, z którego Parlament Europejski, Komisja Europejska i Rada Europejska wyszli w jednakowym stopniu... niezadowoleni, ale właśnie o ten jednakowy stopień chodziło, gdyż osiągnięte na siedem lat porozumienie ma wymiar 864 mld euro ( 1.049% PKB) i jest tym absolutnie niezbędnym minimum, na które wszyscy się zgodzili. Teraz każda ze stron uważa się za wygraną.
Jak osiągnięto kompromis
Negocjacje były niezwykle trudne, gdyż "kraje bogate" (tzw. Klub 1%) - argumentowały, iż cięcia w wysokości składek do wspólnego budżetu, wcale nie muszą spowodować mniejszych środków dla krajów potrzebujących pomocy unijnej. Jak to możliwe? Każdego roku zostają w budżecie UE ogromne sumy - głównie z niewykorzystanych środków strukturalnych - i ewentualne cięcia o te kwoty wcale nie pogorszyłyby sytuacji "tych biedniejszych", co więcej, zdaniem nawołujących do zmniejszania składki - pozwolą wręcz na realne planowanie wydatków Unii! Cóż to, bowiem za plan finansowy, jeśli bywa, że i ponad 20% pozostaje nieskonsumowanych. Trudno po części nie zgodzić się z głoszącymi takie argumenty, ale "złe wykorzystanie budżetu w przeszłości" nie było zasługą obecnych nowych członków. Natomiast obcinanie środków w tym momencie odbierałoby nam choćby tę hipotetyczną możliwość stania się unijnym prymusem. Dlaczego nowe kraje członkowskie miałyby być pozbawione szansy, jaką w momencie akcesji miała Irlandia, Hiszpania, czy Portugalia? Osiągnięty kompromis budżetowy nie jest tym wymarzonym przez unijnych nowicjuszy, ale może się stać dla nas wielką szansą rozwoju, pod warunkiem jednak, że będziemy umieli z niej skorzystać!
Dotychczasowy bilans dla Polski
Będąc dopiero na początku unijnej drogi w realizacji polityki spójności widzimy już na przykładzie Polski, że nie poradziliśmy sobie z wydatkowaniem nawet stosunkowo skromnych funduszy, jakie przysługiwały nam do końca 2006 roku. Według Komisji Europejskiej wydaliśmy zaledwie ok. 1/3 tego, co mogliśmy!
Jako kraj źle przygotowany do wydawania europejskich pieniędzy i możemy stracić nie tylko jakąś bliżej nieokreśloną "szansę", ale bardzo realne pieniądze. Jesteśmy obecnie na pozycji beneficjenta netto, co oznacza, że środki, które otrzymujemy z Unii znacznie przewyższają sumy, jakie wpłacamy do wspólnego budżetu. Jesteśmy największym i najbiedniejszym krajem UE (Rumunia i Bułgaria mając wyodrębnione środki nie są brane pod uwagę w unijnych statystykach dotyczących budżetu do 2013 roku). W nowej perspektywie finansowej to właśnie my, posłowie proeuropejscy wynegocjowaliśmy te największe fundusze dla Polski. Mamy więc coś w rodzaju przeznaczonych dla nas pieniędzy, ale teraz od nas zależy czy je wykorzystamy.
Co się dzieje z pieniędzmi niewykorzystanymi? - Wracają w największych kwotach do krajów najbogatszych w postaci refundacji składki, czyli środki przyznane np. Polsce na wybudowanie autostrady, w momencie, gdy ich nie wykorzystamy jak należy, my zmuszeni jesteśmy oddać ( np. otrzymaną zaliczkę ) do budżetu Unii, a Unia niewykorzystane fundusze zwraca przykładowo do brytyjskiego czy holenderskiego budżetu.
Jak się ma Unia po rozszerzeniach?
Ostatnie dwa lata dla Unii Europejskiej to był dobry okres. Nadspodziewanie płynnie przebiegło rozszerzenie z 2004 roku o 10 nowych państw, do których bez większych problemów dołączyły w 2007 także Bułgaria i Rumunia.
Realizujemy właśnie ambitny budżet na 2007 rok, pierwszy z serii budżetów nowej perspektywy finansowej aż do 2013 roku i pierwszy o zupełnie nowej strukturze, (mający być niejako wzorem dla następnych). Kwota 115,5 mld euro przewidziana na 2007 r. jest o 3,6 mld wyższa od wydatków z 2006 roku!
Rozsądnym kompromisem zakończono również wieloletnie prace nad dyrektywą usługową i REACH, sfinalizowano 7 Program Ramowy, z największym jak do tej pory budżetem na badania i rozwój (wzrost o 40 %!), przyjęto nowatorski projekt stworzenia Europejskiego Instytutu Technologicznego (wydaje się, że nareszcie zapisy strategii lizbońskiej przestaną istnieć tylko na papierze). Dodatkowo, co było szczególnie ważne dla nowych krajów Unii, zakończono prace nad nowym systemem dla Schengen.
Nie wszystko jednak udało się zrealizować. Utknął projekt traktatu ustanawiającego konstytucję europejską. Traktatu, bez którego Unia nie może się dalej rozwijać. Odrzucenie przez obywateli Francji i Holandii tekstu może na wyrost nazwanego "kostytucją", tłumaczone było jako niechęć zachodnich społeczeństw w stosunku do rozszerzenia UE, i to nie tylko tego z 2004 r., ale także każdego nastepnego. Tym niemniej do chwili obecnej już 18 państw traktat ratyfikowało, siedem się zastanawia i jednocześnie szuka salomonowego wyjścia z patowej sytuacji. Jedno jest pewne - Traktat ani przez chwilę nie był martwy jak tego chcieli przeciwnicy integracji.
Nie udało się też ruszyć z miejsca prac nad reformą wspólnej polityki rolnej. To, że wymaga ona zmiany widać gołym okiem. Prawie 40% budżetu Unii przeznacza się na rolnictwo. To są tzw. wydatki obligatoryjne, zatem nie można ich obciąć. Zastanawiajace jest jednak to, że żadna z pozostałych polityk nie ma takiej "ochrony" przykładowo fundusze strukturalne czy środki na badania i innowacje - wpływające bezpośrednio na rozwój Unii, można "obcinać" do woli.
Królowa Elżbieta, Książę Karol czy Książę Albert wszyscy są unijnymi rolnikami w królewskim stylu. Unia bowiem dystrybuuje pieniądze względem wielkości prowadzonego gospodarstwa, a nie realnych potrzeb. Pieniądze trafiają do wielkich właścicieli czy dzierżawców ziemskich, gigantów typu: MARS czy Nestle. Królowa brytyjska, której majątek oceniany jest na 10 miliardów euro, wspierana jest przez Unię dodatkowo - 800 000 euro w subsydiach. Jej synowi Księciu Karolowi przypada kolejne 330 000 euro, Albertowi z Monako i kilku innym księciom następne 300 000 euro. Wiele krajów w ogóle nie udostępnia listy tych, którzy otrzymują subsydia rolnicze. Dane te mogłyby zszokować szczególnie biednych europejskich farmerów, którzy otrzymują np. 100 euro... Finansowanie rolnictwa w takiej postaci jest po prostu czystym szaleństwem. W ślad za nowymi potrzebami musi się zmienić wspólna polityka rolna rozumiana jako inwestycja w rozwój obszarów wiejskich i pomoc dla tych, którzy jej potrzebują.
Miejsce Polski w Unii Europejskiej
Dwa i pół roku temu, jak przystępowaliśmy do Unii, wszyscy byli przekonani, że Polska obejmie przewodnictwo nad nowymi krajami członkowskimi i będzie "głównym rozgrywającym" nowej 10-tki, równorzędnym partnerem dla największych krajów UE jak: Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy czy Hiszpania. To w tej grupie szykowano nam miejsce. Nie staliśmy się jednak wielkim graczem, polski rząd preferuje samoizolację, z trudem przełykamy słowo kompromis, rozumiane u nas jako porażka, gdy tymczasem kompromis w Brukseli to sukces (zważywszy na to, że obecnie negocjują i szukają wspólnej drogi reprezentanci 27-miu bardzo różnych krajów, bogatych i biednych, mających różne problemy, różne tradycje, religie etc.). By skorzystać w pełni z oferty Unii musimy umieć to zrozumieć.
Na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy w europejskiej prasie artykuły o Polsce awansowały z przedostatnich stron - poświęcanych zwykle gospodarce - na te pierwsze, gdzie newsy mają porażać. Lepsze jednak były te dalsze strony niż czytanie np. w "The Economist" tytułów: "The trouble with Poland", "It takes time to be normal" czy "A country to run from", potem tych związanych z "aferą kartoflaną", "seks aferą", czy szeroko komentujących kryzys w polskim kościele. Dodawszy lapsusy nawet bardzo poważnych zagranicznych dziennikarzy mylących wypowiedzi i wizyty polskiego Premiera, z tymi, które są dziełem polskiego Prezydenta, można powiedzieć, że pod pewnymi względami staliśmy się niezwykle popularnym krajem, ale chyba nie o taką sławę nam chodziło.
Europejski czytelnik czy widz już dawno stracił rachubę ilu np. ministrów finansów mieliśmy w ciągu roku. Na wizerunek Polski składają się też takie fakty jak wystąpienie Macieja Giertycha na forum Parlamentu Europejskiego gloryfikujące faszystę, generała Franco! Hiszpanie własnym uszom nie wierzyli jak usłyszeli: "Obecność w polityce europejskiej takich postaci jak Franco, Salazar czy DeValera gwarantowała trwanie Europy przy tradycyjnych wartościach. Brak nam dziś takich mężów stanu" (sic!). Ta wypowiedź przebiła się oczywiście na pierwsze strony i nie muszę dodawać jak wyglądały komentarze i to w kontekście słów osoby wywodzącej się z rządzącej Polską partii.
Trudno powiedzieć abyśmy w ogóle w Unii mieli dobre oceny z dyplomacji. Wytrawni politycy dziwią się, gdy na negocjacje nie przychodzi odpowiedni rangą przedstawiciel polskiego rządu. Nie mogą zrozumieć, że "nie chce nam się" negocjować jak to miało miejsce z polskim ministrem rolnictwa (pierwszym w rządzie pod przewodnictwem PIS-u), nie rozumieją "niestrawności" jako przyczyny odwołania spotkania Trójkąta Weimarskiego. Pierwsza wizyta Premiera Kaczyńskiego w Brukseli to był wręcz pokaz amatorszczyzny, na spotkania zapraszano zaledwie z dwu-trzy dniowym wyprzedzeniem, po czym je odwoływano "na dzień przed". Przez ponad pół roku nie mieliśmy najważniejszego polskiego ambasadora - szefa przedstawicielstwa Polski przy Unii Europejskiej. Odwołano też wielu innych w kluczowych stolicach Europejskich, a bez nich sama praca dyplomatyczna się nie zrobi. Pilnej poprawy wymaga przede wszystkim styl uprawiania dyplomacji i dbania o wizerunek naszego kraju za granicą.
Jak wykorzystać wielką szansą, jaką nam daje budżet Unii na lata 2007-2013
Bolączki z absorpcją unijnych środków są w Polsce dobrze znane, nie będę tu ich powtarzać. Dziwić może tylko ślamazarna praca nad głównym winowajcą opóźnień - "Ustawą o zamówieniach publicznych", tym bardziej, że koalicja rządząca pokazała już jak w ekspresowym tempie kilku tygodni potrafi zmienić niewygodne dla niej prawo! Gdy już uporamy się z wykreowanymi głównie przez nas samych barierami, będziemy mogli skorzystać ze specjalnych, nowych instrumentów pomocowych Unii zwanych JASPERS, JEREMIE i JESSICA (JJJ), oferujących pomoc ekspercką i nowatorskie zarządzanie funduszami strukturalnymi. Instrumenty te są już od 2007 r. dostępne, niestety mało, kto o nich w Polsce słyszał, tymczasem JJJ wygląda na bardzo skuteczne lekarstwo na "kłopoty z absorpcją". Odpowiedzialne za przygotowanie i uruchomienie nowych instrumentów pomocowych są współpracujące na taką skalę ze sobą po raz pierwszy: Europejski Bank Inwestycyjny (EBI), Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, (EBOiR) oraz Komisja Europejska (KE) - a konkretnie Dyrekcja Generalna Rozwoju Regionalnego (DG REGIO).
Doświadczenie EBI oraz EBOiR w przygotowaniu projektów, (zwłaszcza w obszarach transportu i ochrony środowiska), ma wspomóc kraje członkowskie i w efekcie znacznie zwiększyć ilość środków dostępnych na przygotowanie projektów.
A oto główne założenia wspomnianych inicjatyw:
JASPERS - pomoc ekspercka
Instrument ten przeznaczony jest dla regionów objętych nowym celem spójności na lata 2007-2013. Pomoże on w przygotowaniu projektów, które przekazywane będą Komisji Europejskiej (KE). W ten sposób poprawi się jakość projektów przesyłanych do jej akceptacji. JASPERS jako instrument eksperckiej pomocy technicznej oddany zostanie do dyspozycji państw członkowskich bezpłatnie.
JEREMIE - poprawa dostępu do kapitału dla małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP)
Inicjatywa wpisuje się w politykę spójności na rzecz wzrostu i zatrudnienia. Zauważa potrzebę poprawy dostępu do finansowania rozwoju małych, średnich, a także mikroprzedsiębiorstw, a zwłaszcza wzmocnienia pomocy dla tych, które dopiero rozpoczynają działalność.
Według założeń inicjatywy, EBI oraz inne instytucje finansowe we współpracy z władzami zarządzającymi funduszami strukturalnymi będą mogły zapewnić lepsze warunki oraz adekwatny poziom finansowania dla nowych przedsięwzięć w formie pożyczek (włączając mikro-kredyty), kapitału, kapitału wysokiego ryzyka oraz gwarancji, ponadto pomocy organizacyjnej i technicznej. Zapewni to lepszą koordynację działań na poziomie krajowym i lokalnym oraz przyczyni się do skuteczniejszego zarządzania funduszami publicznymi obejmując też wymiany tzw. dobrych praktyk. W konsekwencji wspomoże to absorpcję pomocy strukturalnej oraz doda kapitał pożyczkowy do finansowania pomocowego. Komponent "strukturalny", z którego finansowane będą pożyczki, stanie się mechanizmem odnawialnym, co zapewni dodatkowe finansowanie. Rewolwingowy charakter środków pochodzących z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego będzie głównym punktem dla ciągłej i zrównoważonej pomocy dla społecznej i ekonomicznej struktury regionów.
Przewiduje się, że wkłady finansowe spowodują zadziałanie efektu dźwigni finansowej dzięki dodatkowym środkom pochodzącym z banków, grupy EBI oraz innych instytucji finansowych. Dla ilustracji tego mechanizmu grupa EBI szacuje, że 100 milionów euro, które wpłyną na konta EFI na finansowanie MŚP i mikro-przedsiębiorstw mogą dać pomoc finansową od 200 milionów do 1 miliarda euro (innymi słowy, przewidywany mnożnik środków publicznych będzie wahał się od 2 do 10 w zależności od typu operacji lub produktu finansowego). Kapitał pożyczkowy oraz produkty finansowe byłby używane na współfinansowanie wspólnych przedsięwzięć w danych programach operacyjnych wspierających MŚP i mikro-przedsiębiorstwa w regionach.
JESSICA - inicjatywa dotyczy zrównoważonych inwestycji na rzecz rozwoju obszarów miejskich, oferuje władzom zarządzającym programami operacyjnymi możliwość skorzystania z zewnętrznych ekspertyz oraz lepszy dostęp do kapitału pożyczkowego (włączając w to pożyczki na budownictwo socjalne). Analogicznie do inicjatywy JEREMIE, JESSICA funkcjonować będzie w oparciu o specjalistyczne fundusze rozwoju miejskiego lub fundusze holdingowe.
Komisja Europejska rozpoczęła działania informacyjne dotyczące powyższych trzech inicjatyw pod koniec 2005 roku. Założenia zatem znane są już od dawna, instrumenty mogą już działać, ale bezpośrednio zainteresowani - samorządy lokalne czy przedsiębiorcy o ile coś słyszeli o JJJ - to tylko zdawkowe informacje. Ogólnodostępnych konsultacji a tym bardziej szkoleń na ten temat nie widać. Obyśmy nie przespali tej szansy i ocknęli się jednak przed szkodą.
|
|
| Kwartalnik |
 |
|
| Serwis prasowy PE |
 |
|
|
|